Laddu to tradycyjne indyjskie słodycze, robi się je najczęściej z mąki cieciorkowej (besan). Tylko spróbujcie taką kupić poza Warszawą i Krakowem! Jeśli się uda - bardzo polecam jej użycie, bo jest pyszna. Dla wszystkich, poza szczęśliwcami z wielkich miast, wymyśliłam wersję kukurydzianą.
Ogromną zaletą dla niektórych może być to, że te kuleczki mają skład zbliżony do ciasteczek, a nie wymagają użycia piekarnika. Przepis na besan laddu (lub laddoo) znajduje się w każdej książce o kuchni indyjskiej. Są one najwyraźniej tak popularne, jak nasze pączki. Pamiętacie film "Czasem słońce, czasem deszcz"? Jednego z bohaterów przezywano w dzieciństwie Laddu (przepadło w tłumaczeniu niestety, ale słychać w piosence), bo był mocno pączusiowaty.
A oto moja wersja tych słodziutkich kuleczek:
KUKURYDZIANE LADDU
20 dkg mąki kukurydzianej (ok. 1 1/2 szklanki)
1 kostka masła (dobrej jakości)
ok. 10 dkg cukru pudru (1/2 szklanki, można troszkę więcej)
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
W garnku powoli stopić masło, dodać mąkę i stale mieszając prażyć 15 - 20 minut na niezbyt dużym ogniu, dodać kardamon i poprażyć jeszcze 2 minuty. Zdjąć garnek z ognia, dodać cukier i starannie wymieszać. Po lekkim przestudzeniu formować kuleczki. Uwaga: początkowo może się to wydawać trudne, bo przy zbyt silnym nacisku rozpadają się. Trzeba wyczuć jaką ilość masy jest nam najwygodniej formować w dłoni, żeby nacisk był równomierny - komuś może być łatwiej lepić duże laddu, wielkości mandarynki, a mnie wychodziły jak małe włoskie orzechy. Po odłożeniu w chłodne miejsce kulki twardnieją i już nie mają skłonności do rozpadania się.
To najprostsza wersja, ale przepisy są różne. Wiele z nich poleca dodatek wiórków kokosowych, mielonych lub siekanych orzechów, migdałów, różne aromaty i przyprawy (wanilię, cynamon), czasami bakalie. Wypróbowanym przeze mnie dodatkiem jest masło z orzeszków ziemnych (1-2 łyżki), przypuszczam, że tahini czy prażony sezam też byłyby dobre. Do słodzenia można użyć podobno fruktozy, lecz ja nie eksperymentowałam na razie. Można też zrobić laddu z pure grochowego, ze zmielonego w młynku do kawy grochu, a nawet ze zwykłej mąki. Wybrałam kukurydzianą, bo mi konsystencją przypominała mąkę z ciecierzycy i faktycznie - kuleczki bardzo podobnie rozpadają się na języku, jednak smakiem nieco ustępują tym cieciorkowym (które kiedyś robiłam). Może jednak dla dzieci są nieco lżej strawne takie kukurydziane, a że dzieciom smakują, to udowodnione!
Ogromną zaletą dla niektórych może być to, że te kuleczki mają skład zbliżony do ciasteczek, a nie wymagają użycia piekarnika. Przepis na besan laddu (lub laddoo) znajduje się w każdej książce o kuchni indyjskiej. Są one najwyraźniej tak popularne, jak nasze pączki. Pamiętacie film "Czasem słońce, czasem deszcz"? Jednego z bohaterów przezywano w dzieciństwie Laddu (przepadło w tłumaczeniu niestety, ale słychać w piosence), bo był mocno pączusiowaty.
A oto moja wersja tych słodziutkich kuleczek:
KUKURYDZIANE LADDU
20 dkg mąki kukurydzianej (ok. 1 1/2 szklanki)
1 kostka masła (dobrej jakości)
ok. 10 dkg cukru pudru (1/2 szklanki, można troszkę więcej)
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
W garnku powoli stopić masło, dodać mąkę i stale mieszając prażyć 15 - 20 minut na niezbyt dużym ogniu, dodać kardamon i poprażyć jeszcze 2 minuty. Zdjąć garnek z ognia, dodać cukier i starannie wymieszać. Po lekkim przestudzeniu formować kuleczki. Uwaga: początkowo może się to wydawać trudne, bo przy zbyt silnym nacisku rozpadają się. Trzeba wyczuć jaką ilość masy jest nam najwygodniej formować w dłoni, żeby nacisk był równomierny - komuś może być łatwiej lepić duże laddu, wielkości mandarynki, a mnie wychodziły jak małe włoskie orzechy. Po odłożeniu w chłodne miejsce kulki twardnieją i już nie mają skłonności do rozpadania się.
To najprostsza wersja, ale przepisy są różne. Wiele z nich poleca dodatek wiórków kokosowych, mielonych lub siekanych orzechów, migdałów, różne aromaty i przyprawy (wanilię, cynamon), czasami bakalie. Wypróbowanym przeze mnie dodatkiem jest masło z orzeszków ziemnych (1-2 łyżki), przypuszczam, że tahini czy prażony sezam też byłyby dobre. Do słodzenia można użyć podobno fruktozy, lecz ja nie eksperymentowałam na razie. Można też zrobić laddu z pure grochowego, ze zmielonego w młynku do kawy grochu, a nawet ze zwykłej mąki. Wybrałam kukurydzianą, bo mi konsystencją przypominała mąkę z ciecierzycy i faktycznie - kuleczki bardzo podobnie rozpadają się na języku, jednak smakiem nieco ustępują tym cieciorkowym (które kiedyś robiłam). Może jednak dla dzieci są nieco lżej strawne takie kukurydziane, a że dzieciom smakują, to udowodnione!
O tak, dzieciom smakują bardzo! Mnie udało się załapać na jedną, a resztę POŻARŁ Mamcin.
OdpowiedzUsuńz masłem z ziemnych orzeszków musi byc pysznie:-)
OdpowiedzUsuńmuszę wypróbować pozwolisz że poszperam w twoim blogu ja niedługo mam komunię synka :D
OdpowiedzUsuńMuscat - mąkę z ciecierzycy można teraz dostać prawie wszędzie. W sensie w większości sklepów oferujących żywność ekologiczną, w dobrych sklepach spożywczych... No i oczywiście dostępna jest w sklepach internetowych.
OdpowiedzUsuńJestem dumna, że Marcinkowi smakowało!
OdpowiedzUsuńJEST pyszne, Asiejko, zapewniam Cię. Możesz Malty zapytać, bo jadła ;)
Witaj, Ewo, rozgość się!
Malto, w Raciborzu widocznie nie ma "dobrych sklepów spożywczych" nad czym ubolewam. A w sklepach internetowych trzeba zapłacić jeszcze za dostawę; dla mnie po prostu wychodzi to za drogo.
Na szczęście dzisiaj udało mi się znaleźć jeden sklep z tańszym kosztem przesyłki i niezbyt drogim towarem. Jak będę z nich zadowolona, to Wam zdradzę, który to.
O - gdzie, jaki? Sklep, rzecz jasna. A w tym fajnym sklepie ze zdrową żywnością, gdzie kiedyś kupowałyśmy kwas buraczany? Ten co go przenieśli...Pytałaś o możliwość sprowadzenia? Mi Pani ze sklepiku w Knurowie przywozi po prostu.
OdpowiedzUsuńObecnie w Raciborzu nie ma praktycznie żadnego stoiska z orientalną i czy tzw. "zdrową" żywnością. W tej sytuacji półeczki "azjatyckie" w Auchan zachwycają bogactwem, no bo coś niecoś tam jednak na nich jest ;)
OdpowiedzUsuńA sklep internetowy, który testuję, to Evergreen. Wie ktoś może o nim coś?
To bdb sklep. Kupuje tam , jeszcze nigdy nie byłam niezadowolona.. A co z tym sklepem co był blisko biblioteki?
OdpowiedzUsuńJaki się kiedyś do Was wprosimy na popołudnie, to wcześniej mogę Ci coś kupić, jeśli będziesz chciała.
Sklep blisko Biblioteki? :D To było jakieś 6 lat temu; potem przenoszono go jeszcze dwa razy w różne miejsca i za każdym razem ciekawego towaru było mniej (zrobił się mini kącik w normalnym spożywczym).
OdpowiedzUsuńO nie! A taki był fajny!
OdpowiedzUsuń