niedziela, 14 marca 2010

W krainie czarów



- Jestem... Jestem małą dziewczynką - powiedziała Alicja z pewnym powątpiewaniem, przypomniawszy sobie ilość przemian, które przeszła tego dnia.
- Rzeczywiście, bardzo prawdopodobna opowiastka! - powiedział Gołąb głosem pełnym największej wzgardy. - Widywałem wiele małych dziewczynek swego czasu, ale ani jednej z szyją taką jak ta! Nie, nie! Jesteś wężem i nie ma celu zaprzeczać. Przypuszczam, że za chwilę powiesz mi, że nigdy nie zjadłaś ani jednego jajka!
- Jadłam jajka, przyznaję - powiedziała Alicja, która była bardzo prawdomównym dzieckiem - ale małe dziewczynki jadają tyle samo jajek, ile węże, jak wiesz.
(Lewis Carroll Przygody Alicji w Krainie Czarów, przełożył Maciej Słomczyński)

JAJKO W GNIAZDKU

składniki:
1 duże, świeże jajko
1 czerstwa bułeczka
cienki plasterek żółtego sera
keczup (niekoniecznie)
zieleninka (niekoniecznie)
sól, pieprz (niekoniecznie)

wykonanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do 150 stopni. Włączamy opiekacz.
2. Odcinamy wierzch bułki i wydrążamy wnętrze (okruchy mogą być zużyte do mielonych lub zagęszczenia sosu).
3. Lekko rumienimy bułeczkę pod opiekaczem, wyjmujemy i wbijamy do niej jajko, solimy, pieprzymy, przykrywamy plasterkiem sera i na powrót wkładamy do piekarnika.
4. Kiedy białko jajka się zetnie, co trwa trochę dłużej niż na patelni (sprawdzić przez poruszanie bułką), wyjmujemy, posypujemy siekaną zieloną pietruszką, cebulką lub szczypiorkiem, skrapiamy keczupem i podajemy na talerzyku z łyżeczką do wybrania płynnego żółtka. Mniam!
Przygotowanie większej ilości takich bułek z jajkiem zajmie tylko trochę więcej czasu, więc potrawa może być podana na śniadanie gościom, nawet jeśli nie są ani wężami, ani małymi dziewczynkami.

piątek, 12 marca 2010

Ciastka za 71 punktów


Oto jedne z ciasteczek pieczonych z okazji Dnia Gier Planszowych, o których obiecałam napisać. Moją inspiracją był przepis z książki "Ciasteczka" (wyd. Astrum 1993r.), a głównie ładne zdjęcie ciasteczek z wyciętą dziurką w kształcie gwiazdki (skąd wziąć tak malutką foremkę?!) - w dziurkach widać błyszczące nadzienie z wiśniowego dżemu. Kilka razy widziałam też takie piękne wypieki z kuszącą dziurką w kształcie serca, gwiazdki lub okrągłą u koleżanek blogowiczek i pozazdrościłam ;) Moje ciasteczka są o wiele brzydsze, ale też smakują wybornie! Zwłaszcza, że nadziałam je konfiturą z róży i marmoladą pomarańczową. Mam też zwyczaj nieco bardziej je rumienić, bo nie lubię bladych. Nie użyłam też proponowanego w książce aromatu migdałowego; mam swoje sposoby "perfumowania" ciast.

składniki:
2 1/2 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru
kostka masła
1 jajko
1/4 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli
2 łyżki mleka (niekoniecznie)
1 łyżeczka otartej skórki cytrynowej
2 krople aromatu arakowego (niekoniecznie)
po kilka łyżeczek ulubionych konfitur, dżemu lub marmolady, najlepiej w ładnym, żywym kolorze; ja wybrałam tartą różę i marmoladę pomarańczową.

wykonanie:
Z wszystkiego z wyjątkiem dżemu zagnieść trzeba ciasto: mąkę zmieszać z solą, sodą, cukrem, zarobić ze zmiękczonym masłem, potem dodać resztę - mleko może nie być konieczne, jeśli ciasto jest luźne, ale niektórzy dają samo żółtko zamiast całego jaja i wtedy trochę wilgoci może być przydatne. Każde tego typu ciasto (kruche) lubi sobie "odpocząć" po najdokładniejszym nawet wyrobieniu; można odłożyć je tylko na pół godziny, ale można też zawinąć w woreczek i przechowywać w lodówce kilka dni.
Potem należy podzielić ciasto na dwie części i rozwałkować na grubość 3 mm. Następnie powycinać krążki szklanką, literatką lub kieliszkiem do wina, poukładać je na lekko natłuszczonej lub pokrytej papierem pergaminowym blasze i na każdym położyć łyżeczkę marmoladki. Z pozostałego ciasta wycinamy takie same krążki, nacinamy kilka razy tworząc "X" lub gwiazdę lub kratkę, co tam wyjdzie i nakładamy na te na blasze. Widelcem dociska się brzegi ciastek, żeby się połączyły, a jak się nie chcą przylepiać, to można posmarować brzegi białkiem jajka lub wodą.
Komuś może być wygodniej zlepiać ciasteczka palcami trzymając je w rękach - też można: bierzemy cały krążek, smarujemy brzeg jajkiem za pomocą palca, nakładamy łyżeczkę konfitur, przykrywamy naciętym krążkiem, zlepiamy jak pieróg i kładziemy na blachę.
Piec należy w temperaturze 175 - 180 stopni, ale czas naprawdę zależy od piekarnika. Moja książka podaje 11 - 13 minut, a ja piekłam 15, a może nawet dłużej.
Warto spróbować różnych odmian ze wszystkimi ulubionymi dżemami, a do ciasta spokojnie można dać cukru waniliowego zamiast skórki cytrynowej czy aromatu.

czwartek, 11 marca 2010

Miłośnicy fantastyki w krawatach



W dniach 5-7 marca ja i mój mąż braliśmy udział w czeskim konwencie miłośników fantastyki Cravatacon w Nowym Jiczynie (Północne Morawy). Poprowadziliśmy dwa konkursy (wiedzy o Diunie F. Herberta i konkurs pantomimiczny) i uczestniczyliśmy wielu ciekawych punktach programu przygotowanych przez czeskich kolegów. Na mnie największe wrażenie zrobił "Fotoworkshop" Romana Randalfa Kresty i "Mściciel w krawacie: jak się ubierają bohaterowie" Frantiszki Vrbenskiej, ale bawiłam się też świetnie na "Cowboy Bebop vs. Samurai Champloo", "Rozmnażanie mitycznych stworów" oraz konkursie "Filmowa i serialowa muzyka inaczej".
Moje kulinarne wrażenia z tego wyjazdu to przede wszystkim posiłki w restauracji Laudon w zaułku w pobliżu rynku. Restaurację nazwano tak zapewne na cześć generała Laudona lecz jej wystrój nijak nie nawiązuje do tej postaci - kojarzy mi się bardziej z Zorro :) Natomiast menu jest dość ciekawe: mieszanka kuchni włoskiej, hiszpańskiej i tubylczej. Z serwowanych tam specjałów szczególnie smakowała mi pomsta šéfkuchaře (zemsta szefa kuchni) - gliniany garnczek zapieczonych, pod grubą kołderką sera, pasków schabu z ziemniaczkami i dobrze uduszoną wcześniej papryką; oczywiście porządnie doprawiony sosem tabasco.
Konwentowa čajovna (herbaciarnia) serwowała przez całą dobę tosty z szynką, grzybami i czymś tam jeszcze oraz piwo, różne mocniejsze alkohole i drinki. Pisałam już kiedyś, że czeskie podejście do picia na konwentach jest daleko bardziej liberalne niż polskie - mimo, że impreza odbywa się w szkole czy domu kultury (jak w tym wypadku), nie ma żadnych zakazów, jest handel, można wnosić swoje, nikt nikogo nie legitymuje... Nie ma też ani jednego nieprzytomnie pijanego, nikogo łamiącego zakaz palenia w budynku, choć wielu pali kuląc się na zimnym podwórku, żadnych podejrzanie pachnących szisz czy skrętów itp. Wszyscy grzecznie przy piwku, kubeczku rumu lub innego specjału. Owszem, weselą się, owszem śpiewają...
À propos: na konwentach czeskich fantastów nie może się obejść nie tylko bez śpiewu, ale i bez tańców - każdą taką imprezę kończy Galavečer czyli rozdanie nagród, występy i bal.
Jeśli ktoś ciekawy, jak to wszystko wyglądało to mam kilka dość pospiesznie strzelonych fotek (link poniżej). Nie są zbyt profesjonalne; dokumentowanie wydarzeń jest znacznie trudniejsze niż zdjęcia potraw ;) Ale za to dzięki mnie nikt nie zapomni Marigoldowi z jaką ekspresją próbował pantomimicznie zobrazować herbatnik :D
Cravatacon2010

wtorek, 9 marca 2010

Dzień Kobiet - panowie do kuchni?

W kuchni rządzę ja. Ale najlepszy nawet kapitan nie poprowadziłby okrętu bez załogi.
Moi panowie w kuchni to:
- pozmywane naczynia,
- umyta kuchenka,
- zmielone mięso, ser, orzechy,
- obrany i zgnieciony czosnek,
- otwarte konserwy i słoiki,
- obrane ziemniaki i warzywa,
- pobite kotlety,
- dokładnie wymieszana galaretka,
- utarte warzywa, sery, imbir,
- smażone jajka,
- kisiel,
- poranna kawa do łóżka dla mnie, a kakao dla nich,
- gorąca herbata podana pod nos w momencie, kiedy jestem już zmęczona staniem w kuchni i nie chce mi się nawet na wodę w czajniku poczekać - najlepsza herbata na świecie!
I jeszcze wiele innych rzeczy, które mnie nudzą, męczą lub brakuje mi na nie trzeciej ręki. To wszystko zawsze, przez okrągły rok; nie tylko 8 marca.

Mój udział w akcji Panowie do kuchni nie jest jednak żadną prowokacją! Przedstawiałam już onegdaj pyszne jagnuggetsy smażone przez mojego syna, a dziś chcę zaprezentować:

KISIEL Z JABŁKIEM:
1 opakowanie kisielu cytrynowego
1 jabłko golden umyte i pokrojone
Kisiel robimy w/g przepisu na opakowaniu i zalewamy nim jabłko w miseczce. Jemy swój deser, a mama ma święty spokój :D
Czego wszystkim blogowiczkom serdecznie życzę!

czwartek, 4 marca 2010

Dzień Gier Planszowych i mix ciasteczkowy

games room
Uwielbiam częstować i być chwalona :D Czy to takie dziwne? Z przyjemnością przygotowywałam mix ciasteczek na nasz klubowy doroczny Dzień Gier Planszowych, zwany także Games Room'em. Organizatorami tej imprezy są członkowie klubu miłośników fantastyki "Bastion" w MiPBP w Raciborzu. Dzieje się to zawsze w czasie ferii zimowych. W tym dniu bawimy się bez elektroniki, zapraszamy wszystkich bez względu na wiek, wypożyczamy planszówki, gramy i częstujemy domowymi wypiekami.
Tego roku gości było niewielu, toteż objedliśmy się słodyczami do niemożliwości, a ja wreszcie miałam czas (i miałam z kim) pograć w jedną z ulubionych gier.
Wszystkie jedenaście gatunków ciasteczek zostanie lub już zostało opisane w tym blogu albo podam link do strony z przepisem:
1. ciasteczka miętowe
2. spirale czekoladowo - waniliowe robione przy okazji czekoladowego tygodnia
3. czekoladowe ciastka jęczmienne wg przepisu z kotlet TV (tylko płatki inne)
4. słodkie ciasteczka trójimbirowe podpatrzone w Bułce z masłem
5. piszyngier bibliofilski opisany tutaj
6. ciastka za 71 punktów z różą lub marmoladą pomarańczową
7. krajanka cytrusowa
8. pierniczki z czekoladą lub bez to ten przepis (ale mąka była jakaś bardziej sucha, więc musiałam dać mniej - uwaga na mąkę!)
9. rogaliki orzechowe z orzechów włoskich
10. ciasteczka orzechowe z fistaszków (orzeszków ziemnych)
11. nieudane makaroniki słodkie jak grzech śmiertelny (nie ma o czym pisać).
W robieniu ciasteczek najlepsze jest to, ze większość można przechowywać dość długo w szczelnych puszkach w chłodnym i suchym miejscu, więc możliwy jest taki mix, którym częstując - każdemu się dogodzi :D

games room

środa, 3 marca 2010

Torcik bibliofilski


W starych książkach kucharskich taki deser nazywa się tort pyszyngier, choć moim zdaniem, tylko okrągły i krojony w kliny ma prawo do dumnej nazwy tortu :) Tymczasem jako dziecko jadłam wyłącznie prostokątne andruty (chyba okrągłych wafli wtedy nie było) z kremem maślano - jajecznym, iście* jak do tortu. Co oznacza słowo "pyszyngier", nie mam pojęcia. Może ktoś wie i mnie uświadomi?
Kupując wafle należy zwrócić uwagę na to, czy są kruche, trzeszczące, nie gumowate.
Moje batoniki przełożone są przepyszną masą zrobioną według przepisu na blok czekoladowy, tylko bez "farfocli" wypełniających. Po prostu, pierwsze sześć składników plus kieliszek whisky dodany do masy po jej ostudzeniu, a przed wsypaniem mleka w proszku. Równie dobry byłby rum albo brandy. Ilość podana w tym przepisie wystarcza na przełożenie 2 paczek kwadratowych wafli. Smaruje się je cienko, wyłącznie wypełniając fakturalną kratkę. Tajemnicą dobrego pyszyngiera jest dokładne przyciśnięcie torcików i zostawienie ich na całą noc pod ciężarem równomiernie dociskającym je na całej powierzchni. Jeśli nie mamy jakiejś specjalnej prasy do tego, to potrzebne będą duże i ciężkie książki. Kto więc ma w domu albumy, wydawnictwa encyklopedyczne lub chociaż solidnie wydane podręczniki RPG, ten będzie miał dobry, nie rozdzielający się w czasie jedzenia, zwarty wafelek :D
Oczywiście andruty trzeba owinąć folią zanim się je pod książki włoży; dla ochrony, zarówno książek jak i jedzenia ;)
Spodobał mi się trzeszczący dźwięk, jaki wydają obciążone pyszyngiery. Następnego dnia kroimy je ostrym szerokim nożem na drewnianej desce. Technika krojenia też jest ważna: powinien być to jeden płynny ruch, żeby uniknąć naprężeń między rozciętą a nie rozciętą częścią wafla. Kratki pomagają uzyskać równe batoniki, prostokątne, kwadratowe lub trójkątne (większy kwadrat dzielimy po przekątnej).

*iście - śliczne słówko, którego nadużywają bohaterowie Sapkowskiego; podoba mi się i jest użyteczne.

poniedziałek, 1 marca 2010

Kuchnia japońska dla Polaków - odcinek 7

onigiri
Jeszcze jedne onigiri w stylu bardzo japońskim, bo z nadzieniem kwaśnym (marynowany seler) lub słono morskim (gotowane z sosem sojowym, kroplą wina wytrawnego i szczyptą cukru wodorosty arame), a owinięte w coś arcyjapońskiego, ale przyrządzonego przeze mnie - kiszone listki rzodkwi.

JAK UKISIĆ LIŚCIE DO ZAWIJANIA ONIGIRI
Wybieramy ładne listeczki, myjemy, osuszamy i przesypując solą układamy w porcelanowej misce. Posypujemy otrębami, przykrywamy talerzykiem mniejszym nić obwód miski i przyciskamy ciężarkiem. Za 4-5 dni liście powinny być miękkie, kwaśnawo - słone i równie zielone jak przedtem. Wtedy płuczemy je delikatnie, obcinamy "żyłkę" przechodzącą przez środek (bo twarda) i używamy liści do zawinięcia onigiri.

Nie wiem, skąd zapamiętałam pomysł posypania liści otrębami, ale chodzi chyba o to, żeby wchłaniały one nadmiar wilgoci i to się sprawdza. To onigiri było wyjątkowo smaczne.rzepka
onigiri