Post, który tu był został wykasowany.
Właśnie dowiedziałam się o katastrofie samolotu prezydenckiego.
sobota, 10 kwietnia 2010
piątek, 9 kwietnia 2010
Dopadłam, upolowałam, pożarliśmy :)

Fiołki.
Przycupnięte, jeszcze nie wiedzą, co je czeka...
W galaretce, dokładnie wg przepisu Monsai:
- dwie szklanki wody
- sok z 1 cytryny
- 3 łyżki cukru
- dwie garście płatków z fiołka wonnego lub leśnego (obierając je faktycznie fioła można dostać)
- żelatyna spożywcza - ilość uzależniona od podanej proporcji na opakowaniu, ograniczona do ilości wody jaką używamy (dałam 3 łyżeczki takiej w proszku)
Wodę wlewamy do rondelka, dodajemy sok z cytryny i cukier.
Gotujemy do wrzenia. Odstawiamy z gazu i dodajemy żelatynę. Natychmiast energicznie mieszamy, by cała się dobrze rozpuściła, dosypujemy płatki fiołków -wcześniej przepłukane na sitku wodą. Mieszamy delikatnie i odstawiamy do przestudzenia.
Ostudzoną galaretkę przelewamy do foremek i wstawiamy do lodówki, by stężała.
Nie umiem wyjąć galaretki w całości z pojemnika, dlatego na moich zdjęciach są te fioletowe meduzy przypominające przeciwników, z którymi walczy się w japońskich erpegach (kto grał w Final Fantasy VII albo w Chrono Cross, temu na pewno widok ten wyda się znajomy). Galaretka była bardzo dobra w smaku - orzeźwiająca i kwaskowa, co jest zaletą każdej galaretki, niezbyt słodka i bardzo ładnie pachnąca fiołkami. W połączeniu ze smakiem, aromat ten nie kojarzył się już perfumeryjnie, tylko jak najbardziej spożywczo. Dziękujemy za przepis, Monsai!
Przycupnięte, jeszcze nie wiedzą, co je czeka...
W galaretce, dokładnie wg przepisu Monsai:
- dwie szklanki wody
- sok z 1 cytryny
- 3 łyżki cukru
- dwie garście płatków z fiołka wonnego lub leśnego (obierając je faktycznie fioła można dostać)
- żelatyna spożywcza - ilość uzależniona od podanej proporcji na opakowaniu, ograniczona do ilości wody jaką używamy (dałam 3 łyżeczki takiej w proszku)
Wodę wlewamy do rondelka, dodajemy sok z cytryny i cukier.
Gotujemy do wrzenia. Odstawiamy z gazu i dodajemy żelatynę. Natychmiast energicznie mieszamy, by cała się dobrze rozpuściła, dosypujemy płatki fiołków -wcześniej przepłukane na sitku wodą. Mieszamy delikatnie i odstawiamy do przestudzenia.
Ostudzoną galaretkę przelewamy do foremek i wstawiamy do lodówki, by stężała.
Nie umiem wyjąć galaretki w całości z pojemnika, dlatego na moich zdjęciach są te fioletowe meduzy przypominające przeciwników, z którymi walczy się w japońskich erpegach (kto grał w Final Fantasy VII albo w Chrono Cross, temu na pewno widok ten wyda się znajomy). Galaretka była bardzo dobra w smaku - orzeźwiająca i kwaskowa, co jest zaletą każdej galaretki, niezbyt słodka i bardzo ładnie pachnąca fiołkami. W połączeniu ze smakiem, aromat ten nie kojarzył się już perfumeryjnie, tylko jak najbardziej spożywczo. Dziękujemy za przepis, Monsai!
wtorek, 6 kwietnia 2010
Mazurek orzechowy - gotowany


Doskonałe połączenie bardzo słodkiej masy z indyjskiego przepisu na halawę orzechową lub migdałową (gdzieś niedawno widziałam, ze ktoś robił ją w postaci kulek - nie mogę niestety teraz znaleźć tego) i słonawego spodu z ciasteczek. Te spody także widziałam w kilku miejscach, przeważnie pod sernikami, lecz ja użyłam Wiatraczków owsianych z otrębami firmy San, nie Digestive'ów i smak bardzo mnie zadowolił.
Następnym razem zrobię jednak spód kruchy, bo jest solidniejszy, lub wyłożę ciasteczka bez kruszenia, mieszania i pieczenia, a w nadzieniu zmniejszę ilość mleka lub zagęszczę je mlekiem w proszku - mazurek był pyszny, lecz trudny do schludnego nakładania. Tylko za swój smak godzien jest jednak uczestniczyć w akcji wielkanocnej Olgi Smile.
MAZUREK ORZECHOWY GOTOWANY
spód:
- 20 dkg ciasteczek o zdecydowanym, słonawym smaku
- 10 dkg masła
Zmielone ciasteczka zagnieść z masłem i wgnieść w spód blaszki na mazurek. Upiec przez 10 minut w 180 stopniach.
lub:
szczelnie wyłożyć blaszkę ciasteczkami albo waflem. (Bez masła.)
wierzch:
(jak na halawę/leguminę orzechową z "Kuchni Kryszny")
- 225 g mielonych orzechów włoskich (dałam 30 dkg)
- 300 g brązowego cukru (dałam biały)
- 375 ml mleka czyli 1 i 1/2 szklanki, ale to za dużo!!!
- 2 łyżki masła
Przepis z książki podaje: zmieszać, zagotować i na małym ogniu gotować 15 min (dłużej, znacznie dłużej). Masa ma odchodzić od dna garnka, wtedy jest gotowa. Powinna zastygnąć rozsmarowana na mazurku (albo sama na czystym talerzu, do pokrojenia w kwadraty później) lub dać się toczyć w kulki.
Moja do końca (końca mazurka w naszych brzuchach, ma się rozumieć) pozostała nieco za rzadka, natomiast zastygła w małych porcjach w malutkich babeczkach z kruchego ciasta.
Podejrzewam, że gdy włoskie orzechy zastąpić migdałami, efekt będzie lepszy w konsystencji, ale na pewno nie smakowo!
Mimo pewnych kłopotów, które da się przecież ominąć, polecam ten deser, bo jest przepyszny!
Dekoracja też mi nie wyszła, jak widzę te wszystkie arcydzieła cukiernicze na blogach, to aż mnie z zazdrości skręca ;)
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
Świątecznie - obrazkowo
Cześć! Dzisiaj głównie obrazki świąteczne; może komuś się spodobają. Na początek moje kraszanki w zdobytej w sklepie ze starociami wiklinowej kaczuszce. Kraszanki to tradycyjna śląska technika zdobienia jaj (ufarbowanych wcześniej w łupinie cebuli lub kupnych barwnikach) przez wyskrobywanie wzorów ostrym narzędziem. Nauczyłam się tego od taty. A kaczuszka spodobała mi się od pierwszego wejrzenia:
Następnie śliczny serwetko-koszyczek na jajka, który zrobiła dla mnie nieoceniona Diwina. Tutaj są w nim akurat mandarynki i nieco słońca:
Wszystkie mazurki, które zrobiłam, wydały mi się takie mało dekoracyjne, smaczne, ale nie dość świąteczne. Zawsze marzyłam o takim mazurku jak z obrazków w książkach. I z tego niedosytu estetycznego popełniłam na koniec mazurek "Côte d'Azur" o niewyszukanym smaku - z przepisu na babkę piaskową (plus mnóstwo bakalii) - lecz pokryty wypasioną dekoracją z kandyzowanych owoców z Menton i francuskiej confiture de lait (kajmaku). Połowa, przeznaczona dla rodziny, ozdobiona jest rysunkiem palmy (na upartego nawiązującym do Wielkanocy); był to pomysł mojego syna. A na drugiej połowie zaszalałam zupełnie już pogańskim motywem... powiedzmy... solarnym, czyli rozetką:



I na koniec jeszcze stadko czerwonookich zajączków z białą czekoladą:
sobota, 3 kwietnia 2010
Wielkanoc
Zdrowych, wesołych świąt wielkanocnych, dobrej pogody i miłych spotkań



życzy, wraz z autorką:


MAZUREK RÓŻANY
lub ZAJĄCZKI WIELKANOCNE
1 szklanka mąki tortowej
1 szklanka krupczatki
1 kostka margaryny do pieczenia
1/2 szklanki cukru pudru (niekoniecznie)
1 jajko (lub 2 żółtka)
1/2 łyżeczki sody
szczypta soli
Po zagnieceniu ciasta (lepiej zostawić na trochę w chłodnym miejscu dla lepszego związania składników) można wałkować i wycinać zajączki lub wylepić nim foremkę (wystarcza na 2 małe).
ZAJĄCZKI: piec 10-12 minut w temp. 180 stopni (blachę wykładam folią aluminiową, ale można też posmarować tłuszczem). Po wystudzeniu lukrować lub smarować czekoladą.
MAZUREK:
Na ciasto wylepione na dnie wysmarowanej tłuszczem lub wyłożonej papierem pergaminowym foremki (grubość 0,5 cm) nałożyć cienką warstwę tartych z cukrem płatków róży. Można wierzch ozdobić dodatkowo siatką z ponacinanego ciasta francuskiego (kupnego, w moim przypadku) lub piec bez tego, a potem dowolnie ozdobić mazurek. Pieczemy 25 minut w 200 stopniach (uwaga na gazowe piekarniki - może trzeba w nich piec krócej?)

UWAGA: róża i polewy na ciastkach są tak słodkie, że kto nie lubi nadmiaru słodyczy, może do ciasta wcale nie dawać cukru - również jest bardzo dobre. Ciasto z cukrem jest luźniejsze, więc można nie dawać całego jajka. Luźnym ciastem łatwo jest wylepić foremkę bez wałkowania, twardsze będzie lepsze na ciasteczka! Zawsze można też dosypać troszeczkę więcej mąki.
lub ZAJĄCZKI WIELKANOCNE
1 szklanka mąki tortowej
1 szklanka krupczatki
1 kostka margaryny do pieczenia
1/2 szklanki cukru pudru (niekoniecznie)
1 jajko (lub 2 żółtka)
1/2 łyżeczki sody
szczypta soli
1 łyżeczka aromatu (np. arakowego)
Po zagnieceniu ciasta (lepiej zostawić na trochę w chłodnym miejscu dla lepszego związania składników) można wałkować i wycinać zajączki lub wylepić nim foremkę (wystarcza na 2 małe).
ZAJĄCZKI: piec 10-12 minut w temp. 180 stopni (blachę wykładam folią aluminiową, ale można też posmarować tłuszczem). Po wystudzeniu lukrować lub smarować czekoladą.
MAZUREK:
Na ciasto wylepione na dnie wysmarowanej tłuszczem lub wyłożonej papierem pergaminowym foremki (grubość 0,5 cm) nałożyć cienką warstwę tartych z cukrem płatków róży. Można wierzch ozdobić dodatkowo siatką z ponacinanego ciasta francuskiego (kupnego, w moim przypadku) lub piec bez tego, a potem dowolnie ozdobić mazurek. Pieczemy 25 minut w 200 stopniach (uwaga na gazowe piekarniki - może trzeba w nich piec krócej?)

UWAGA: róża i polewy na ciastkach są tak słodkie, że kto nie lubi nadmiaru słodyczy, może do ciasta wcale nie dawać cukru - również jest bardzo dobre. Ciasto z cukrem jest luźniejsze, więc można nie dawać całego jajka. Luźnym ciastem łatwo jest wylepić foremkę bez wałkowania, twardsze będzie lepsze na ciasteczka! Zawsze można też dosypać troszeczkę więcej mąki.
piątek, 2 kwietnia 2010
Postne i wegetariańskie zupki na Wielki Piątek

Czasem post jest dobry. Nie chodzi mi o względy religijne lecz zdrowotne. No i po lekkim przegłodzeniu wszystko dobrze smakuje :)
Polecam, na dzisiejszy dzień i nie tylko, trzy śląskie przednówkowe zupki we współczesnej aranżacji. Wszystkie wypróbowane przeze mnie w tym tygodniu. Wszystkie mniej lub bardziej błyskawiczne :)
WODZIONKA
(przepis na jedną porcję)
- kromka czerstwego chleba (z żytnim lepsza)
- roztarty z solą (vegetą) ząbek czosnku
- szczypta kminku
- 1 łyżeczka masła
- 1 szklanka wrzątku
- 2 łyżeczki śmietany (niekoniecznie)
Pokrojony chleb, czosnek, sól, kminek i masło zalać na talerzu wrzątkiem; odczekać aż chleb namoknie, ew. dodać śmietanę.
Tę zupkę jadłam sama na śniadanie, bo nie odważyłam się jej podać rodzince. Jej jakość zależy od chleba; dominuje smak czosnku, który długo jeszcze zostaje w ustach. Jeśli nie użyjemy masła i śmietany - zupa jest wegańska.
Przepis był znany w mojej rodzinie od dawna, lecz musiałam go sobie przypomnieć; pomogły dwie książki wymienione poniżej i ta piosenka.
ŻUR POSTNY
- słoiczek kwaszonego żurku
- 1/2 litra wody
- 1 cebula
- 2 ząbki czosnku
- 3 grzyby suszone lub kostka bulionu grzybowego
- roślinny (bo post!) tłuszcz
- 1/2 szklanki mleka
Zagotować wodę z posiekanymi grzybami lub kostką i zgniecionym czosnkiem. Na patelni zrumienić posiekaną cebulę na roślinnym tłuszczu (olej, margaryna) i gorącą wrzucić do wrzącej wody; pogotować trochę by cebula zmiękła. Po chwili dodać żur (kwas) wraz z mąką z dna słoika lub mąki tej użyć do zrobienia zasmażki. Zasmażkę rozrobić mlekiem i dodać do zupy. Względnie mleko dodać na końcu.
Jeśli nie użyliśmy kostki bulionowej, to zupę trzeba dosolić. Podać z ziemniakami z wody, można z jajem na twardo. Jeśli chcemy ziemniaki ugotować w zupie, to trzeba je dodać na 15 min. przed wlaniem kwasu, bo kwas utrudnia mięknięcie warzyw.
Zadziwiająco smaczna zupa, co przyznała cała rodzinka! Zero mięsa i kiełbasy, a jednak smak i konsystencja bardzo mi odpowiada. Inna rzecz, że miałam doskonały kwas pn. "barszcz biały" ze stoiska ekologicznego. Gdybym jeszcze dysponowała prawdziwymi grzybami, to szczęście byłoby pełne. Wersja bez jajka będzie wegetariańska, bez mleka także - wegańska.
Przepis wzorowałam na żurkach z książki "Krupnioki i moczka czyli gawędy o kuchni śląskiej" Wery Sztabowej.
ZUPA Z MAŚLONKI (maślanki) czyli POLYWKA
1,5 szklanki wody
szczypta kminku
3 ziemniaki
400 ml maślanki
1 łyżka mąki
200 ml śmietany
maggi lub inne smakowe dodatki
Ugotować pokrojone w kostkę ziemniaki w wodzie z przyprawą i kminkiem, a mąkę wymieszać dokładnie z maślanką i wlać gdy ziemniaki (kartofle) będą miękkie. Mieszając zagotować, zabielić śmietaną, doprawić do smaku.
Smak tej zupy jest dobry, lecz mdławy jak na współczesne gusty - trzeba ją dosmaczyć, popieprzyć może itp. Za to konsystencja jest bardzo, moim zdaniem, przyjemna. Zupa z maślanki jest całkowicie wegetariańska. Rodzinka zjadła ją bez komentarzy.
Najlepszy przepis znalazłam w broszurce "Smaki ziemi raciborskiej wczoraj i dziś" wydanej przez Grzegorza Wawocznego, ale znajdzie się jakiś wariant w każdej przyzwoitej książce o kuchni śląskiej.
Polecam, na dzisiejszy dzień i nie tylko, trzy śląskie przednówkowe zupki we współczesnej aranżacji. Wszystkie wypróbowane przeze mnie w tym tygodniu. Wszystkie mniej lub bardziej błyskawiczne :)
WODZIONKA
(przepis na jedną porcję)
- kromka czerstwego chleba (z żytnim lepsza)
- roztarty z solą (vegetą) ząbek czosnku
- szczypta kminku
- 1 łyżeczka masła
- 1 szklanka wrzątku
- 2 łyżeczki śmietany (niekoniecznie)
Pokrojony chleb, czosnek, sól, kminek i masło zalać na talerzu wrzątkiem; odczekać aż chleb namoknie, ew. dodać śmietanę.
Tę zupkę jadłam sama na śniadanie, bo nie odważyłam się jej podać rodzince. Jej jakość zależy od chleba; dominuje smak czosnku, który długo jeszcze zostaje w ustach. Jeśli nie użyjemy masła i śmietany - zupa jest wegańska.
Przepis był znany w mojej rodzinie od dawna, lecz musiałam go sobie przypomnieć; pomogły dwie książki wymienione poniżej i ta piosenka.
ŻUR POSTNY
- słoiczek kwaszonego żurku
- 1/2 litra wody
- 1 cebula
- 2 ząbki czosnku
- 3 grzyby suszone lub kostka bulionu grzybowego
- roślinny (bo post!) tłuszcz
- 1/2 szklanki mleka
Zagotować wodę z posiekanymi grzybami lub kostką i zgniecionym czosnkiem. Na patelni zrumienić posiekaną cebulę na roślinnym tłuszczu (olej, margaryna) i gorącą wrzucić do wrzącej wody; pogotować trochę by cebula zmiękła. Po chwili dodać żur (kwas) wraz z mąką z dna słoika lub mąki tej użyć do zrobienia zasmażki. Zasmażkę rozrobić mlekiem i dodać do zupy. Względnie mleko dodać na końcu.
Jeśli nie użyliśmy kostki bulionowej, to zupę trzeba dosolić. Podać z ziemniakami z wody, można z jajem na twardo. Jeśli chcemy ziemniaki ugotować w zupie, to trzeba je dodać na 15 min. przed wlaniem kwasu, bo kwas utrudnia mięknięcie warzyw.
Zadziwiająco smaczna zupa, co przyznała cała rodzinka! Zero mięsa i kiełbasy, a jednak smak i konsystencja bardzo mi odpowiada. Inna rzecz, że miałam doskonały kwas pn. "barszcz biały" ze stoiska ekologicznego. Gdybym jeszcze dysponowała prawdziwymi grzybami, to szczęście byłoby pełne. Wersja bez jajka będzie wegetariańska, bez mleka także - wegańska.
Przepis wzorowałam na żurkach z książki "Krupnioki i moczka czyli gawędy o kuchni śląskiej" Wery Sztabowej.
ZUPA Z MAŚLONKI (maślanki) czyli POLYWKA
1,5 szklanki wody
szczypta kminku
3 ziemniaki
400 ml maślanki
1 łyżka mąki
200 ml śmietany
maggi lub inne smakowe dodatki
Ugotować pokrojone w kostkę ziemniaki w wodzie z przyprawą i kminkiem, a mąkę wymieszać dokładnie z maślanką i wlać gdy ziemniaki (kartofle) będą miękkie. Mieszając zagotować, zabielić śmietaną, doprawić do smaku.
Smak tej zupy jest dobry, lecz mdławy jak na współczesne gusty - trzeba ją dosmaczyć, popieprzyć może itp. Za to konsystencja jest bardzo, moim zdaniem, przyjemna. Zupa z maślanki jest całkowicie wegetariańska. Rodzinka zjadła ją bez komentarzy.
Najlepszy przepis znalazłam w broszurce "Smaki ziemi raciborskiej wczoraj i dziś" wydanej przez Grzegorza Wawocznego, ale znajdzie się jakiś wariant w każdej przyzwoitej książce o kuchni śląskiej.
czwartek, 1 kwietnia 2010
Regularne odżywianie podstawą zdrowia ;) Wpis pierwszokwietniowy.
W dniu dzisiejszym pozwolę sobie opublikować zdjęcia dwóch najbardziej niedbałych posiłków, jakie w tym roku przygotowałam: śniadanie dietetyczne i zdrowy obiad :)
Na śniadanie składają się:
2 kromki chrupkiego pieczywa
połówka miękkiego awokado (to ten zielony glut wypływający po złożeniu i ściśnięciu kromek)
2 plastry szynki wędzonej
masło
papryka czerwona
resztki konserwy "przysmak śniadaniowy" - jak sama nazwa wskazuje, idealnie nadającej się na śniadanie. Po przyrządzeniu sobie tego posiłku tak zaczęłam się śmiać, że aż musiałam na zdjęciu utrwalić ten oryginalny zestaw. Skądinąd smaczny i sycący :D
A oto posiłek, który kiedyś w pośpiechu podałam mojemu mężowi (nawet nie wybrzydzał, choć po twarzy przemknął mu jakby cień zdziwienia):
- kotleciki rybne skropione resztką keczupu
- porżnięty konserwowy ogórek
- ugotowana w 5 min. kaszka manna.
A wszystko to publikuję ku uciesze tych, co im się wydaje, że nie umieją smacznie gotować lub, że jak ktoś gotować umie, to już zaraz zawsze wszystko jest cacy ;)
Na śniadanie składają się:
2 kromki chrupkiego pieczywa
połówka miękkiego awokado (to ten zielony glut wypływający po złożeniu i ściśnięciu kromek)
2 plastry szynki wędzonej
masło
papryka czerwona
resztki konserwy "przysmak śniadaniowy" - jak sama nazwa wskazuje, idealnie nadającej się na śniadanie. Po przyrządzeniu sobie tego posiłku tak zaczęłam się śmiać, że aż musiałam na zdjęciu utrwalić ten oryginalny zestaw. Skądinąd smaczny i sycący :D
- kotleciki rybne skropione resztką keczupu
- porżnięty konserwowy ogórek
- ugotowana w 5 min. kaszka manna.
A wszystko to publikuję ku uciesze tych, co im się wydaje, że nie umieją smacznie gotować lub, że jak ktoś gotować umie, to już zaraz zawsze wszystko jest cacy ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


